Jubileusz 80 lecia ZSP1

Szanowni Państwo!
Zapraszamy do współtworzenia naszego bloga. Chcemy tu zamieścić archiwalne zdjęcia, wspomnienia absolwentów, nauczycieli, pracowników. Pragniemy, aby ten blog stał się kopalnią, z której w dzisiejszych czasach wydobywać będziemy szczegóły naszej 80-letniej historii.
Jeśli posiadacie zdjęcia związane z historią naszej szkoły, chcecie podzielić się Waszymi wspomnieniami, prosimy przesłać je na adres mailowy - 80latzsp1stw@gmail.com- lub dostarczyć do szkoły, gdzie po zeskanowaniu zostaną oddane. Czekamy również na Wasze wspomnienia, historie, anegdoty, które na pewno są wciąż żywe po latach nauki w szkole pod basenem. Podzielcie się nimi z nami!

środa, 16 maja 2018

Wspomnienie Kazimierza Kotlińskiego


Kazimierz Kotliński, Technikum Hutnicze (1951 – 1961)
www.kkotliński.strefa.pl
                                                                               Via Stalowa Wola

Korzystając z życzliwości i pomocy dyrektora Technikum Energetycznego w Lublinie, wyjednałem audiencję u szefa budowanej Fabryki Samochodów. Ledwie wcisnęliśmy się do jego gabinetu, z powodu prawdziwego oblężenia drzwi przez interesantów.
„Ależ oczywiście proszę panów, bardzo nam zależy na dobrej współpracy z obiema szkołami, lecz pierwszej puli mieszkań, przewidzianej do mojej wyłącznej dyspozycji, spodziewam się dopiero pod koniec następnego roku” – oznajmił pan dyrektor.
W innej rozmowie z pełnomocnikiem do spraw organizacji uczelni technicznej (późniejszym pierwszym rektorem Stanisławem Podkową) nie odczułem również wielkiego optymizmu, w przedmiocie korzystnych decyzji władzy terytorialnej, zobowiązanej do świadczenia pewnych zasobów materialnych na rzecz owego przybytku. Nie było w Lublinie odpowiedniej substancji lokalowej i pieniędzy na wyposażenie pracowni i laboratoriów. Wielu by chciało, lecz tylko nieliczni mogli coś zrobić.
Zadawałam sobie pytanie, co mi w tej sytuacji pozostało? Wizja otrzymania mieszkania to chyba odległa przyszłość, a rozstanie z Marylą (moją żoną) nie mogło trwać długo. Perspektywa podjęcia nowych studiów była ciągle niepewna. Podtrzymywanie ostrego kursu wychowawczego musi wzbudzić sprzeciwy wszechmocnych aktywistów i początek deliberowania w ośrodkach dyspozycji nad postawą młodego dyrektora, z pogmatwaną przeszłością. Już miałem niekorzystne sygnały z działu szkolenia wojewódzkiego zarządu ZMP. W minorowym nastroju pojechałem do Gościeradowa na weekend. Po drodze odniosłem przekonanie, że najlepsza kadra i poprawne stosunki międzyludzkie w szkole, to dopiero połowa sukcesu, reszta należy do sfery materialnej. Rozmieszczone sale lekcyjne w kompleksie starych czynszowych oskrobanych kamienic (na Czwartku) nie nastrajały optymistycznie. Wąskie i kręte korytarze na kilku kondygnacjach tworzyły wprawdzie dość ożywczy  nastrój, ale nie mogły zapewnić podstawowych funkcji współczesnej szkoły, w dodatku bez należytej rekreacji.
Od września Marian Kwiatek, teść, pracował jako emeryt w Stalowej Woli. Otrzymał kontrakt nauczyciela języka rosyjskiego. Bardzo sobie chwalił nie tylko oddzielny pokój w internacie, ale arcydoskonałe warunki pracy w szkole. W październikowy poniedziałek 1951r. już o świcie,  zatrzymałem się przed gmachem oświetlonej szkoły, wybudowanej w miejskich ostępach puszczy sandomierskiej, tuż przed Hutą. Wprost nie chciało mi się wierzyć, że to nie sen, ale autentyczna rzeczywistość. Budynek szkolny na prowincji nie miał sobie równego w Lublinie. Może kubaturą tak, ale na pewno nie współczesnością rozwiązania architektonicznego. Obok zarysowano wykopem nie tylko część sportową i najwspanialszą aulę, lecz także nowe warsztaty szkolne. Przeżyłem jakieś olśnienie, gdy w migawkach o tym mówił dyr. szkoły zawodowej Michał Mika, a za kwadrans uzupełnił obraz dyrektor szkoły technicznej Józef Walczyna, zachęcając mnie do bezzwłocznego rozpoczęcia pracy i dodatkowo oferując stanowisko swojego zastępcy. Zaszczytnej funkcji nie przyjąłem, bowiem w tym samym gmachu została ulokowana Szkoła Inżynierska, niebawem przemianowana na Filię Politechniki Krakowskiej. Rozpocząłem nowy rozdział w swojej powojennej historii, górnej i chmurnej.
Z obranej drogi nie mogła mnie zawrócić nawet perswazja pana Z. Goworka, rezydującego ongiś dyrektora DOSZ w Lublinie.  W głębi duszy żegnałem się z Lubelszczyzną. Przeżyłem ten fakt bardzo boleśnie, bowiem na tej ziemi przeżyłem swoją wczesną młodość: harcerstwo, organizację orlęcką, konspirację, partyzantkę, obóz koncentracyjny na Majdanku i brak pokory tuż po 1944 r. wszak znalazłem się w RO-AK i mikołajczykowskiej PSL.
Objąłem etat nauczyciela fizyki. Wszedłem na drugim piętrze do nieco dłuższej pustej sali z zapleczem. Urządziłem w niej pracownię fizyczną, a po kilku latach przekazałem ową Mieczysławowi Sajdkowi (późniejszemu dyrektorowi), by organizować w sąsiednim pomieszczeniu pracownię elektrotechniki i maszynoznawstwa. Traktowałem wszystkie swoje obowiązki bardzo poważnie. Cieszyłem się, bo niebawem otrzymałem mieszkanie od dyr. Huty, Antoniego Czchowicza i w tym mieście przyszli na świat moi dwaj synowie Jerzy (1952) i Zbigniew (1954). Już w latach (1956 – 1957) zatęskniliśmy za odrodzeniem Niepodległej. Nasze nauczycielskie postulaty przed wyborami dotyczyły: powrotu religii i dawnej formacji związkowej (ZNP zamiast ZOZ-ów) do szkół, kandydowania do sejmu bezpartyjnego nauczyciela oraz odwołania partorga i wyborów Rady Robotmiczej w macierzystym zakładzie opiekuńczym. Pożegnania także aktualnego marszałka w MON. Protesty i wymagania były wspierane przez koleżeństwo z Liceum Ogólnokształcącego. Na czele ruchu odnowy w szkole stanął kol. Stefan Witkowski (nauczyciel szkoły zawodowej), dla mnie także nie zabrakło miejsca w zarządzie nowej organizacji związkowej.
Niezależnie od panującego systemu politycznego Technikum Hutnicze (wielokrotnie zmieniające swoją nazwę i podległość organizacyjną) słynęło z wysokiego poziomu nauczania, było kuźnią kadr dla przemysłu.  Nasi absolwenci niekiedy stanowili podporę naukową Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Wywołałem swoją wzmianką zaledwie kilka sygnałów, które już zapewne nigdy nie zostaną wzmocnione, bo czas zaciera wszelaki ślad. Taka jest prawidłowość samej otaczającej nas natury. Ale jestem dumny z jego powiewu, bo Stalowa Wola zostawiła w mojej duszy i pamięci badzo cenne odniesienia. Pozdrawiam aktualną Kadrę nauczycielską i wszystkich obecnych na Jubileuszowym Zjeździe Absolwentów. Jestem nawet pewny, że Opatrzność Boska będzie was wspomagać!
Dla wzbogacenia nastrojów podejmuję próbę przywołania na pamięć niekiedy tylko nazwiska nauczycieli z tamtych lat (1951 – 1961):
Etatowi nauczyciele technikum: Stanisława Baranówna, Monika Batycka, Boni, Kazimierz Dutkiewicz, Wacław Dulny, Jadwiga Florkowa, Zenon Furman, Bolesław Guzek, Tadeusz Hajda, Franciszek Kopyto, Kazimierz Kotliński, Kazimierz Kułak, Kazimierz Lustyh, Zbigniew Łupicki, Maria Mazurek, Tadeusz Osika, Jan Podkowa, Eugeniusz Ruciński, Kazimierz Sabat, Mieczysław Sajdek, Tadeusz Starecki, Stefania Jastrzębska - Stawowa,Wacław Szeliga, Józef Walczyna, Stanisław Wesołowski, Adam Wiśniewski, Bronisław Wrona  i inni.    
Dochodzący z miasta: ks. Antoni Balawejder, Marian Baran, Gdula, Górska, Kuczkówna, Stanisław Wilk, ks. dziekan Skoczyński. 
Dochodzący z Huty: Biłobran, Bitigas, Jan Graczyk, Machnikowski, Majewski, Emil Orłowicz. Pietrek, Antoni Reiman, Sankowski, Józef Sibiga i jeszcze wielu.
Nauczyciele szkoły zawodowej: Edward Biłyk, Jadwiga Gradowska, Edward Kasprzyk, Walery Marian Kwiatek, Stanisław Lech, Michał Mika, Henryk Pluta, Czesław Pukas, Maria i Piotr Sobiłowie, Edward Stawowy, Worsa i inni.
Kazimierz Kotliński, Puławy (www.kkotliński.strefa.pl)                        

Kazimierz Kotliński, nauczyciel Technikum Hutniczego (1951-1961) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz